Gospodarka to jednak system naczyń połączonych. Dobra koniunktura w obrębie danego działu w mniejszym lub większym stopniu skutkuje jej poprawą w innych, zaś niekorzystna również odbija się negatywnie na pozostałych. Za dobry przykład służyć może obserwowany w Polsce boom budowlany. Generuje on znaczny popyt na materiały budowlane, co z kolei skutkuje wzrostem zapotrzebowania na kruszywa budowlane, niezbędne w produkcji tych pierwszych. Wydobywa się więc w znacznie większych ilościach niektóre kopaliny, jak piasek budowlany, żwir czy kamień. co prowadzi do wzrostu obrotów w przemyśle wydobywczym. Niezbędne do produkcji betonu kruszywa, podobnie jak gotowe wyroby trzeba następnie przewieźć na miejsce przeznaczenia, mamy więc do czynienia ze wzrostem popytu na usługi transportowe. Każdą gospodarkę wolnorynkową cechują jednak pewne cykle koniunkturalne. Okres prosperity nigdy nie trwa wiecznie, po nim następuje mniej lub bardziej odczuwalna faza stygnięcia. Taka sytuacja miała miejsce w Polsce na przełomie ubiegłej i obecnej dekady. Wtedy to mocno wyhamowała rodzima gospodarka, co zaowocowało min. wzrostem bezrobocia. Uległ więc obniżeniu popyt wewnętrzny. Ludność kupowała coraz mniej towarów, w tym również żywności, szczególnie tej droższej, jak np. wysokogatunkowa żywność ekologiczna, czy żywność dietetyczna. Skoro spada zapotrzebowanie na artykuły spożywcze musi również zmniejszać się popyt na takie usługi, jak transport żywności, jej przechowywanie czy chłodnictwo. Mechanizm ten działa więc w obie strony - napędzająco i hamująco. Wzajemna gra podaży i popytu jest jedną z podstawowych własności gospodarki rynkowej.